• Velkommen Danmark! …czyli Bornholm rowerowo i ciągle pod wiatr!

    Autor:   |   24 września, 2014 Komentują 0

    Jako że nie udało mi się odebrać paszportu na czas, Bornholm stał się pewnego rodzaju alternatywą urlopową, by nie siedzieć w domu.

    Szybka decyzja, przegląd roweru, odszukanie namiotu i chwilę później siedzę w pociągu do Kołobrzegu.

        Majorka północy, raj dla rowerzystów – tyle udało mi się wyczytać ze wstępu Przewodnika. Przepełniony pozytywną energią pokonuję trasę koleją. Podróż mija spokojnie, na hotel za późno, więc szykuje się noc na plaży (przecież miało być niskobudżetowo).
    W Kołobrzegu odżyły wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to podczas rodzinnych wakacji A.D. 1998 zgubiłem na kołobrzeskiej plaży własną siostrę. Ale wróćmy do konkretów: z Kołobrzegu ruszamy na Bornholm. Ta forma podróży zdecydowanie nie sprzyja ludziom z chorobą morską lub wrażliwym żołądkiem. Jako że jestem „szczęśliwcem”, udało mi się trafić na prawie 4 godziny fantastycznego bujania (przy 4,5h rejsu). Zabawa w „jest morze/nie ma morza” znudziła mi się już po 5 minutach. Chybotanie posiada jednak jedną ważną cechę: potrafi świetnie ukołysać do snu, więc podróż w moim przypadku minęła dość szybko. Widząc Bornholm z daleka wiedziałem, że lekko nie będzie. Zostałem przywitany rzęsistym deszczem, wiatrem i chłodem – absolutnie nie kojarzyło mi się to z Majorką. Zacząłem zastanawiać się czy 30-godzinna podróż najpierw pociągiem, później katamaranem i na koniec rowerem jest tego warta? Przecież w ciągu tych kilkudziesięciu godzin mogłem dotrzeć do Nowej Zelandii… Mogłem, ale zostałem na Bałtyku.

       Pojawiam się na kempingu, szybkie formalności i czas rozbić swój apartament. Apartament wersja LUX z widokiem na morze, pakiet all inclusive…

    IMG_0715

    A to widok z tarasu:

    IMG_0717

        Określenie „Majorka Północy” zaczyna nabierać sensu. Postaram się Wam to wyjaśnić: połowa naszych zachodnich sąsiadów ląduje na tej prawdziwej Majorce to druga połowa Niemców wybiera łagodniejszy klimat i szuka odpoczynku na Bornholmie. Niemcy na kempingu, w kuchni, sanitariatach, restauracji, na plaży…jednym słowem wszędzie…. I takie jest właśnie moje rozumienie określenie „Majorka północy”.

    Dzień I

         Na pierwszy dzień biorę coś rozruchowego – kierunek Rønne. Kilkadziesiąt kilometrów w jedną stronę, wzdłuż wybrzeża z bajecznymi widokami, zróżnicowanym krajobrazem, piaszczystymi plażami, skalistymi klifami – wszystko to przy morderczej jeździe pod wiatr.

    IMG_0679

    IMG_0686

    IMG_0691

          Rønne to ciche, spokojne miasteczko. Posiada istny bałtycko-skandynawski klimat, który się kocha lub nienawidzi. Połączenie majestatycznych promów w porcie z małymi duńskimi domkami nadaje temu miastu swoistego klimatu.

           W tym miejscu mała dygresja. Podróż ta pokazała mi jedną, bardzo istotną rzecz, że stereotypy nigdy nie są obiektywne, a najczęściej są jednym wielkim przekłamaniem. Polakiem jestem i teksty typu: „Polak to złodziej” nie przemawiają do mnie, choć sam swojego dobytku nie pozostawiam bez opieki. Zaskakujące jest, że nasi północni sąsiedzi tak sobie ufają, iż nie muszą zapinać rowerów kłódką, nie mają płotów, firanek w oknach, gdzie dla porównania: w naszym kochanym kraju pod marketem można pozbyć się komunijnego roweru Wigry 3. Prawdziwe zaufanie, i wzajemna pomoc sprawia, że na wyspie jest tylko jeden policjant, komentarz zostawiam Wam, Moi drodzy…

            Powrót na najpiękniejszą plażę na wyspie był wyśmienity, trasa praktycznie z górki i w dodatku z wiatrem.

    IMG_0693

    IMG_0695

    IMG_0696

    Dzień II
    Ten dzień przeznaczyłem na błogie lenistwo i zwiedzanie najbliższej okolicy. Rozpisywać się zbytnio nie będę, w zamian pokażę Wam kilka wspaniałych zdjęć:

    IMG_0704IMG_0705IMG_0708IMG_0706IMG_0707

    Dzień III

          Pogoda średnia, ale czas wsiadać na rower i ruszać w drogę! Obieram trasę nr 10 wzdłuż wschodniego wybrzeża. Miejsce docelowe to Gudhjem. Bornholm wyspa o wielu twarzach, plaże niczym z Saint Tropez, skaliste klify Irlandii i kamieniste plaże Adriatyku. Krajobraz zmienia się, więc ciągle widzimy coś innego.

            Przystanek pierwszy to Svaneke. Jest to małe, senne miasteczko rybackie liczące nieco ponad 1000 mieszkańców, a jednak tętniące życiem, którego rytm dnia wyznacza sytuacja w porcie. Nie lada atrakcją dla szczurów lądowych z głębokiego południa Polski jest widok rybaków wracających z połowów i patroszących śledzie oraz łososie na swoich kutrach.

    Kilka zdjęć z drogi do Svaneke i samego miasteczka:

    IMG_0726IMG_0734IMG_0737IMG_0744IMG_0746IMG_0754IMG_0753

         Zwiedzając i podziwiając kolorowe uliczki miasteczka możemy rozmarzyć się i przenieść do baśniowej krainy, ale ja nie idę spać – jadę dalej do Gudhjem! Na temat samej drogi do miasteczka zbytnio nie będę się rozwodził wydaje mi się, że bardziej ucieszą Was zdjęcia, które udało mi się zrobić:

    IMG_0759IMG_0762IMG_0765IMG_0766

        Wjeżdżam do Gudhjem, stolicy wędzonego śledzia, gdzie w całym miasteczku wyczuwany jest zapach wędzonej ryby i gdzie się nie spojrzy widać komin wędzarni. To kolejne spokojne i przepełnione magią miasteczko na mapie cudownego Bornholmu. Miasto rybackie ze słynnymi w całej Danii wędzarniami śledzi przyciągających rzeszę turystów. Ja zdecydowanie bardziej wolę krajobraz także uciekam z dala od ludzi i podziwiam piękne widoki.

    IMG_0774IMG_0771IMG_0777IMG_0782

       Długo tu nie zabawiłem, bo przecież plan dnia dość napięty – czas ruszać w drogę powrotną przez Aakirkeby. Jazda przez pola, lasy, w deszczu i błocie, ale to przecież największa frajda i takie chwile pozostają w mojej pamięci na długo.

         Nawet człowiek nie zdoła się rozpędzić, a tu trzeba zrobić krótki przystanek, by zobaczyć Kościół z XII wieku w Østerlars. To jedna z bardziej znanych atrakcji turystycznych na wyspie.

    IMG_0786IMG_0790

        Jako że to jedyna atrakcja turystyczna w miasteczku, więc czas na dalszą jazdę.Do samego Aakirkeby docieram brudny i przemoczony. Rozwodzić się nad historią miasteczka nie będę, bo strasznie tego nie lubię i nie o to akurat mi chodzi w podróżowaniu, więc kolejna porcja zdjęć, które powinny chociaż trochę pokazać to, co zobaczyłem.

    IMG_0794IMG_0798IMG_0801IMG_0802

        Czas wracać na swoje włości. Na szczęście pojawiła się pogoda i mogłem wyschnąć w drodze na kemping. Wracałem z myślą, że to ostatnia noc, nie wiem czy też tak macie, ale jak zawsze czuję niedosyt, chcę jeszcze czegoś więcej. Niestety, tym razem czas na więcej nie pozwolił i z takim przekonaniem i delikatnym żalem kładę się spać.

    Dzień IV

         Pobudka, szybkie śniadanie i wycieczka do Nexø. Wybrałem się tutaj wcześniej, żebym jeszcze mógł chwilę rozejrzeć się w miasteczku przed wypłynięciem w kierunku Polski. Urokliwe miasteczko, drugie co do wielkości na wyspie, gdzie oczywiście wszystko opiera się na rybołówstwie. Spacer, cappuccino i czas lokować się ze swoim dobytkiem na katamaranie Żeglugi Kołobrzeskiej.

    IMG_0813IMG_0817IMG_0819IMG_0822IMG_0828IMG_0848IMG_0835

         To by było na tyle duńskiej wycieczki. Czas wracać do domu… Ukołysany do snu przez katamaran odpoczywam i nabieram sił na kolejne, niezwykłe wyprawy! Do zobaczenia przygodo! Niebawem znów się spotkamy!

    IMG_0833IMG_0845

    TAGI: , , ,