• RELACJE: Jak najprościej wrócić z Majorki? Oczywiście, że przez Oslo!(cz.2)

    Autor:   |   12 lipca, 2011 Komentują 0
    tanie loty na majorke
    tanie loty na majorke

     

    Hiszpańska ziemia przywitała nas podmuchem ciepłego wiatru. O drodze z samolotu do terminalu mógłbym rozpisywać się dłuższą chwilę, ale przyjdzie na to czas w kolejnej relacji. Pierwszą noc spędziliśmy w hali odlotów lotniska El Prat. Podyktowane to było okrojonym, studenckim budżetem.

     

     


    Po nocy spędzonej na lotnisku, udaliśmy się do centrum Barcelony. Trochę zmęczeni, ale głodni przygód, dotarliśmy na Plaça de Catalunya. Od pierwszych chwil fascynowaliśmy się mieszanką  gotyku, secesji i nowoczesności. Położona nieopodal, przyciągająca hordy turystów ulica La Rambla to miejsce, gdzie zjedliśmy naszą pierwszą tradycyjną, hiszpańską potrawę, paellę.

    La Rambla to także skupisko niezliczonych atrakcji. Tancerze, mimowie, grajkowie uliczni oraz pomnik Krzysztofa Kolumba sprawiają, że każdy turysta powinien się tam znależć. Ulica La Rambla zaprowadziła nas aż do Portu Vell. Krótka wizyta na szczycie pomnika Kolumba, gdzie z zapartym tchem podziwialiśmy pejzaż Barcelony, była preludium do dalszej wizyty. Po krótkim pobycie w Port Vell udaliśmy się na Plaça d’Espanya. Wychodząc z metra nawet przez chwilę nie spodziewaliśmy się co nas czeka. Po prostu trzeba się tam znaleźć, by zrozumieć, co może przeżyć tam trójka studentów z Krakowa. Wzgórze Montjuic, fontanny, Stadion Olimpijski – wszystko w jednym miejscu. Długo nie mogliśmy się zdecydować na opuszczenie tej okolicy. Kolejny punkt naszej podróży, Park Guella to jedno z wielu dzieł genialnego artysty Antonio Gaudiego. Po intensywnym  zwiedzaniu wreszcie nadszedł czas na sjestę! Krótka drzemka na ławeczce, skromny obiadek, oraz butelka… soku ananasowego bardzo poprawiły nasz stan fizyczny. Jako, że czas nas naglił, a nie mogliśmy opuścić Barcelony bez zobaczenia Sagrada Familia, ruszyliśmy w dalszą wędrówkę. Oczywiście cały ten napięty grafik nie byłby możliwy, gdyby nie znakomite, barcelońskie metro. Jest ono zbudowane w taki sposób, by w jak najkrótszym czasie dostać się we wszystkie najważniejsze miejsca. Rzutem na taśmę, wieczorem, dotarliśmy pod najsłynniejsze dzieło Antonio Gaudiego. Dosyć nieświadomie wybraliśmy, jak się okazało, najlepszą porę na zwiedzanie tego monumentalnego zabytku. Moment, gdy zapaliło się oświetlenie i dało usłyszeć się głośne westchnienie zgromadzonych wokoło ludzi, zapamiętamy na pewno jeszcze bardzo długo. Jeszcze tylko krótka wizyta w supermarkecie i ostatnim możliwym metrem udaliśmy się z powrotem na lotnisko. Około godziny 7 rano zaczęliśmy kolejną, najdłuższą część naszej eskapady. Kierunek: Majorka!

    Był to zdecydowanie najkrótszy lot, 35 min spędzone w samolocie to krócej niż nasz dojazd ze stancji na uczelnię! Majorka przywitała nas przepiękną pogodą. Po 30-minutowej przejażdżce dotarliśmy do hostelu. Niestety nasz hostel znajdował się dosyć daleko od centrum, ale cóż, trzeba było zrobić wszystko, by obniżyć koszty podróży. Cały nasz pobyt na Majorce był w pełni poświęcony na relaks i dobrą zabawę. Wszyscy bez wyjątku zakochaliśmy się w tuńczyku oraz Sangrii.

    Palma de Mallorca to idealne miejsce dla ludzi kochających dobrą zabawę. Imprezy na plaży do białego rana, w towarzystwie pełnych temperamentu mieszkańców Hiszpanii, warte są każdych pieniędzy. Niestety w naszym wypadku były to imprezy warte „wszystkich” pieniędzy.

     

    Powrót z Majorki to kolejny rozdział naszej niesamowitej podróży. Nie należał on do tych najłatwiejszych, ale z cała pewnością nie był nudny. Pierwszy lot z Majorki do Barcelony. Następnie lot z Barcelony do Oslo(Rygge). I tutaj chciałbym zatrzymać się na krótką chwilę. Pomimo, że nie dane nam było zobaczyć stolicy Norwegii, to wrażenia z miniaturowego lotniska w Rygge zakorzeniły się głęboko w naszej pamięci. Chleb z mortadelą za 40 złotych, bezdomni prowadzący rozmowy polityczne po angielsku czy darmowe wi-fi sprawiają, że za każdym razem, kiedy szukam tanich lotów, sprawdzam połączenia przez Rygge.

    Po blisko dwutygodniowych wojażach, wylądowaliśmy bezpiecznie w Krakowie. Śnieg i mróz lekko nas zdemotywowały, ale na krótko. Przecież już wkrótce wakacje i kolejne szalone wypady!

    TAGI: , , ,